wściekłe baby

źródło

Czy jesteś czasem wkur…ona?

Tak na maksa, że aż gotuje się w Tobie? Ja tak miewam. Mam czasem tak, że twarz mi tężeje, ciało się napręża, rośnie gula w brzuchu, a na język cisną się przekleństwa. Mam czasem tak, że mam ochotę wrzasnąć, trzasnąć drzwiami, tupnąć nogą albo walnąć. Mam tak …

Jak myślisz, co wtedy robię? Czy gryzę się w język? A może głęboko oddycham? Albo odwracam się i wychodzę? Czy też zaczynam płakać?

Czasem właśnie tak robię.

A czasem nie.

Bywa, że zamieniam się w „potwora” i puszczam wiązankę wulgaryzmów, trzaskam drzwiami, albo podskakuję ze złości. Bywa, bo

wściekłość i złość są reakcją wysoce społeczną, która powstaje w naszym mózgu na skutek tego, co dzieje się – albo nie dzieje się – w naszych relacjach z innymi.” (Jesper Juul „Agresja – nowe tabu”, str. 51)

Rola teatralna czy prawdziwe życie?

Tak, ja – propagatorka porozumienia bez przemocy bywam wściekła i zdarza się, że nie tłumię tej emocji w sobie (zakładając, że nie jestem np. w miejscu publicznym).

Oburza Cię to? Zaskakuje? Uważasz, że to zdrowe podejście?

Odpowiem tak:

Jeśli chcemy zbudować zdrowe relacje między nami oraz naszymi dziećmi, musimy podjąć ryzyko życia w sposób autentyczny i zachowywać się jak ludzie z krwi i kości, ze wszystkimi przynależnymi nam uczuciami i reakcjami – również irracjonalnymi. Innymi słowy: dorośli muszą zaryzykować bycie prawdziwymi, podatnymi na zranienia i tak autentycznymi ludźmi, jak tylko się da.” (Jesper Juul „Agresja – nowe tabu”, str. 27)

Ja wybieram bycie prawdziwą, nie chcę grać roli w teatrze życia. Nie chcę udawać. Chcę budować głębokie relacje, a nie te oparte na utartym „Jak się masz?” „Super, dziękuję”.

Czy to samo odnosi się do biznesu? Jeśli pokażemy się naszym klientom od autentycznej strony, to z pewnością docenią to bardziej, niż kiedy będziemy udawać przed nimi wszystko wiedzące Alfy i Omegi z zawsze uśmiechniętymi gębami jak klowni w cyrku. Nie namawiam na wściekanie się na klientów, tylko pokazanie prawdy o sobie. Taki autentyczny relacyjny marketing preferuję. Choć bywa to trudne i ryzykowne. Jak to, pokazać się od środka? Wiele na ten temat w kontekście pisania można znaleźć na stronie Autentyczny Copywriting, polecam blog i książkę, która ukaże się niedługo.

Kiedyś byłam na ważnym spotkaniu z panią dyrektor, która tak zaangażowała się w dyskusję, że gestykulując żywo machnęła w kubek i rozlała  całą kawę na biurko i spódnicę. Jak myślisz, jaka była jej reakcja? Czy spłoniła się cała? Czy wezwała asystentkę? Nie! Wstała, poszła po ręcznik papierowy i starła wszystko nie przerywając rozmowy! Takie sytuacje wzbudzają wielki szacunek rozmówców, klientów, kontrahentów.

Histeryczka, grzeczna dziewczynka, czy silna kobieta?

Kobiety przez stulecia nie mogły otwarcie wyrażać swojej agresji, to znaczy: krzyczeć na całe gardło albo besztać i złorzeczyć. Kiedy więc traciły poczucie swojej wartości dla innych, wybuchały płaczem, Wiele z nich robi to do dzisiaj. Niełatwo jest pobyć się syndromu „grzecznej dziewczynki”. Mimo to wśród dzisiejszej młodzieży obserwujemy coraz więcej dziewcząt, które otwarcie pokazują swą złość i wściekłość. Nie tłumią jej w sobie. Mimo że często ranią w ten sposób innych, uważam, że takie zachowanie lepiej rokuje dla całego przyszłego pokolenia kobiet. (Jesper Juul „Agresja – nowe tabu”, str. 63)

No właśnie – kiedy czujemy się słabe, nasze poczucie wartości jest zachwiane, bo coś zaszwankowało w relacji, wtedy reagujemy. Tak naprawdę nasza reakcja na jakiś bodziec pokazuje nam , że jakaś potrzeba jest niezaspokojona. Zatem wybuch złości daje nam sygnał, że coś jest nie tak, jak powinno. I warto się teraz zatrzymać i spojrzeć 3-cim okiem w głąb siebie i zadać sobie pytanie, co zachwiało moim poczuciem wartości, czy straciłam poczucie bycia wartością dla kogoś, ponieważ agresja zaczyna się wtedy, gdy zostaje zablokowany zwyczajny, naturalny, łagodny przepływ interakcji między ludźmi i  jedna ze stron nagle traci poczucie bycia wartością dla drugiej.

A co znaczy mieć poczucie własnej wartości? Nie chodzi bynajmniej o rozbujałe EGO.

„Zdrowe poczucie własnej wartości możemy zdefiniować jako rozważny, pełen niuansów i akceptujący obraz samego siebie. To klucz do duchowego zdrowia i zarazem podstawa silnego psychospołecznego systemu odpornościowego” (Jesper Juul „Agresja – nowe tabu”, str. 17)

 

Wściekłe baby.

Jak uczy historia przez lata kobiety były stawiane w niższej pozycji wobec mężczyzn. Taka sytuacja ma miejsce w wielu miejscach świata. I to jest bolesne. Brak możliwości decydowania o sobie, czy wyrażania własnych poglądów powoduje bunt, frustrację, która skumulowana albo niszczy kobiety od środka, albo ma siłę rażenia bomby atomowej, kiedy wreszcie znajdzie ujście.

Bardzo znamienny był zeszłoroczny pokaz mody, w którym projektant pokazał „kobiecą siłę” , „wściekłe baby”, jak zdefiniowali to prowadzący wykład Marcin Różyc i Kazimiera Szczuka, na którym zaprezentowali to video. Projektant zaprosił do projektu czarnoskóre modelki o masywnej figurze, by zamanifestować sprzeciw wobec zasad panujących w świecie mody, w którym obowiązujący kanon to białe modelki wysokie na 2 metry w rozmiarze XS.  Oczywiście manifestacja ma szerszy wymiar kulturowy.

 

Siła „NIE”.

Czasem warto tupnąć, krzyknąć, warknąć, jeśli ma to czemuś posłużyć. Agresja jest tabuizowana, odrzucamy ją. Tymczasem trzeba czasem rozwalić stare, by odbudować coś na nowym już paradygmacie, żeby zbudować nowe podejście do kobiet oraz kobiet do siebie samych, które będzie oparte na poczuciu własnej wartości, na akceptującym obrazie siebie. O taką „kobiecą siłę” chcę powalczyć dostępnymi sobie metodami. Jeśli wywoła to we mnie agresję, to trudno, biorę to na klatę jako skutek uboczny czynnego udziału w zmianach.

Jak pisał Fritz Perls, twórca terapii Gestalt:

agresja to „zęby duszy”, to znaczy emocja, która pomaga nam rozdrabniać nasze doświadczenia, aby móc je potem przełknąć i przetrawić. Ta metafora jest bardzo trafna.” (Jesper Juul „Agresja – nowe tabu”, Str. 53).

Agresywni stajemy się także w obronie naszych granic. I tego trzeba uczyć nasze dzieci! Nie uczmy dzieci, by były grzeczne, bo to niewiele warte! Pokażmy im, że trzeba krzyknąć, kiedy ktoś atakuje naszą integralność, narusza granice. Sztuką jest szacunek dla „NIE” dziecka.

 

Trzeba pamiętać, że w umiejętności wyznaczania i reprezentowania własnych granic leży sedno i narzędzie do radzenia sobie z agresją innych, do obrony naszej godności. A przecież tego właśnie chcemy dla naszych dzieci, dla siebie i dla innych. Chcemy też autentycznych relacji z innymi, zatem warto podjąć to ryzyko pokazania siebie. Tak myślę.

 

A Ty pozwalasz sobie na wściekłość, agresję?

Akceptujesz „NIE” innych?

Czy trudno jest być autentyczną w relacjach rodzinnych, czy biznesowych?