foto (215)

Od dawna chciałam o niej napisać, bo jest moja najlepszą przyjaciółką. To INTUICJA.

Do intuicji potrzebna jest uważność. Uważność na siebie i na swoje przeczucia. Masz ją? Intuicja wyostrza się u kobiet, kiedy stają się matkami, choć oczywiście są od tego odstępstwa. Ja bez niej nie mogłabym żyć, jest moją najlepszą przyjaciółką. I kiedy jej nie posłucham, żałuję, bo i tak później wychodzi, że ONA miała rację. No właśnie, szkoda, że później. Dlaczego zdarza mi się jej nie słuchać? Bo zdarza mi się tracić wiarę w jej kompetencje – czyli w swoje kompetencje. Bo zdarza mi się nie ufać sobie i być krytyczną wobec siebie. Zdarza mi się, ze brakuje mi odwagi, ze ogarnia mnie strach.

Marie Forleo w bardzo barwny sposób opowiada o strachu i intuicji. Zobacz video tutaj KLIK.

 

Intuicja mi mówi, że nastaje czas crowdsourcingu.

O tej nazwie usłyszałam we wrześniu. I od razu pomyślałam – hmmm, przecież ja tak od dawna robię, eureka! Uwielbiam czerpać inspiracje od innych i z dziennikarską ciekawością pytam o zdanie, jestem otwarta na wszelkie pomysły, choć sama mam ich mnóstwo. Teraz pracuję nad gadżetami (torby, kubki, koszulki), które będzie można kupić w sklepie internetowym na stronie Kobiecej Siły. Oczywiście korzystam z dobrodziejstw crowdsourcingu. I z różnych burz mózgów powstał pomysł, by połączyć to z kampanią społeczną. Sama bym tego nie wymyśliła gapiąc się w komputer, czy nawet googlując namiętnie, albo wymyśliłabym to w długim procesie myślowym rozkminiając w mojej głowie za, a nawet przecic. Intuicja mi mówi, crowdsourcing to bardzo dobry kierunek dla mnie, bo uwielbiam współpracować z kreatywnymi osobami i inspirować się!

Więcej o tym marketingowym nurcie można przeczytać na blogu New Creative.pl

 

To samo było z networkingiem.

Autentyczne relacje z ludźmi, wsparcie, pomoc i wymiana – to zawsze przychodziło mi naturalnie. O tym, że istnieje nazwa networking dowiedziałam się jakieś dwa lata temu. I moja reakcja była podobna: hmm, ok, czyli to, co robię INTUICYJNIE nazywa się networkingiem. 🙂 

Zobacz filmik o networkingu dla introwertyków https://www.youtube.com/watch?v=hcvleuvJD0w

 

A znasz ideę porozumienia bez przemocy i empatycznego słuchania?

Jest to bardzo skuteczna metoda komunikacji, pozwala prowadzić dialog na głębszym poziomie. Kiedy ślizgamy się po powierzchni słów i przerzucamy ich znaczeniem, często nie prowadzi to do niczego poza niedomówieniami, konfliktami, kłótniami. Kiedy słuchamy empatycznie i próbujemy odczytać ukryte potrzeby, uczucia pod płaszczykiem wypowiadanych, czy napisanych słów, dochodzimy do źródła problemu. I wtedy można zwalczyć przyczynę. Ja osobiście jestem ZA tym rodzajem komunikacji. Od dość dawna INTUICYJNIE używam w rozmowach zasad komunikacji bez przemocy. Bo wierzę, że mądra rozmowa oparta na empatii, z uwrażliwieniem na potrzeby swoje i drugiej strony jest podstawą dobrych relacji – zarówno ze sobą , jak i z innymi. Więcej info np tutaj: http://www.swiatzyrafy.pl/

Od jakiegoś czasu zgłębiam temat, bo jest tego wart. Wiele konfliktów powstaje dlatego, że nie dotykamy źródła sporu. Że zajmujemy się tym, że woda jest zmącona, a nie tym, co tę wodę mąci.

Tak samo jak jestem ZA zwalczaniem przyczyny choroby, a nie tylko objawów. Dlatego tak bardzo pociąga mnie medycyna Wschodu. Kiedy słyszę w radiu reklamę preparatu z laktazą, która ma umożliwić trawienie laktozy ludziom cierpiącym na nietolerancję laktozy, to mam „trzęsawicę”, włącza mi się wnerw na ludzi, którzy zamiast zrezygnować z produktów mlecznych posłuchają reklamy i jak te przysłowiowe osiołki pójdą do apteki, zakupią preparat i dalej będą żywić się czymś, co im szkodzi. Sorry, uważam, że to bez sensu! Moi synowie również cierpią na nietolerancje laktozy , i pomimo przedszkolnego wieku od co najmniej 2 lat wiedzą, co mogą, a czego nie wolno im jeść!

 

Kobiety i dzieci robią to naturalnie.

Dzieci mają wyostrzoną intuicję i często nie chcą jeść rzeczy, które im szkodzą, reagują na pewnie osoby dobrze, a na inne źle – wyczuwają je. Intuicję ma każdy i każdy może z niej korzystać, jeśli tylko chce, a na pewno warto!

Nazywają ją szóstym zmysłem, szeptem, aniołem stróżem, dobrym duchem, który nam podpowiada, co robić. Ja wolę określenie „kobiecy GPS” Bo intuicja to nie są żadne czary-mary, tylko logiczne korzystanie z własnej wyobraźni i spostrzegawczości. Mamy serce i rozum, a intuicja łączy te dwie rzeczy. (Omenaa Mensah „Twoje 3 i”)

A Ty, droga czytelniczko Kobiecej Siły – wierzysz intuicji? Słuchasz jej?

Masz do niej zaufanie? W kontaktach z ludźmi, w prowadzeniu biznesu, w projektach?

Zawiodła Cię, czy zawsze ma rację? Lubisz swoją intuicję, czy Cię denerwuje?

Jest potrzebna, czy przeszkadza?

Podziel się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem z nami o INTUICJI w życiu i w biznesie.