Kilka lat temu spisałam rozmowę z moją przyjaciółką. Agnieszka jest niesamowitą kobietą: silną, kochającą, mądrą. Przeszła wiele. Dziś jest osobą spełnioną rodzinnie i zawodowo – jest najprawdopodobniej jedyną PANIĄ dyrektor transportu w Polsce. Zgodziła się, bym podzieliła się tym wywiadem z czytelniczkami Kobiecej Siły. Zachęcam do lektury szczególnie te kobiety, które mają słabe dni, czy miesiące. Oto inspiracja dla Was.

**************************************************************

AGA_2

Modnie ubrana, zadbana i emanująca seksem. Jej rude włosy wspaniale współgrają z brązowym sweterkiem ciasno opinającym biust. Kozaki z najnowszej kolekcji kolorystycznie dobrane do ubioru i torebki. Duże wyraziste zielone oczy śmieją się uwydatniając delikatne kurze łapki. Agnieszka Pachoł wygląda bardzo młodzieżowo i radośnie i tylko wnikliwy obserwator widzi, że życie ją doświadczyło. Spacerujemy. Słońce od czasu do czasu przebija się między chmurami przypominając nam o swoim istnieniu. Jest mroźno, ale pogodnie. Wokół złota polska jesień, pod stopami szeleszczące liście mieniące się kolorami tęczy. Pojedyncze egzemplarze zabłąkanych szarych ptaków kontrastują z barwami jesieni.

– Ale tu pięknie, kolorowo! – zachwyca się Agnieszka.

– Wiesz, kiedyś wszystko widziałam w czarnych barwach – zawiesza głos.

–  Na szczęście to się zmieniło… – Jaka teraz jestem? – zastanawia się. – To, jaka jestem dziś, wynika z tego, jaką miałam przeszłość. Sama wychowywałam córkę. Mąż odszedł do innej kobiety, kiedy Ola miała 3 miesiące. Świat mi się zawalił. Miałam 21 lat, 3-miesięczne dziecko, złamane serce i depresję. Nie miałam pracy ani pieniędzy. Byłam zdruzgotana. Gdyby nie moja rodzina, nie wiem, co by się stało ze mną. Dzięki pomocy rodziców stanęłam na nogi. Wzięłam się w garść i postanowiłam zawalczyć o przyszłość moją i dziecka. Kiedy Ola trochę podrosła zdecydowałam się wyjechać do pracy za granicę. Na maturze zdawałam niemiecki, więc myślałam, że znam ten język. Niestety tylko wydawało mi się, że go znam. Pomimo trudności znalazłam pracę. Za pierwszą pensję kupiłam kilka kart telefonicznych i opłaciłam lekcje języka. Płakałam do słuchawki. Pobiegłam się pakować. Tak bardzo tęskniłam za Olą … –  Głos jej się załamuje, oczy zachodzą mgłą.

– Było mi niezwykle ciężko, ale wiedziałam, że powrót niczego nie zmieni. Musiałam wytrzymać. Pocieszałam się, że Ola jest w dobrych rękach, że jest z moimi rodzicami i moją siostrą Lucyną, że lada moment znów będziemy razem. Zacisnęłam zęby i zostałam. – Czy długo wytrzymałam? Dla mnie to było długo, bardzo długo…  – mówi cicho. – Wreszcie dołączyła do mnie Lucynka. Było mi lżej. Znalazłyśmy pracę na zmiany. I to był przełom. Postanowiłam sprowadzić dziecko. Udało się! Zajmowałyśmy się Olą na zmianę. Wreszcie byłyśmy razem! Byłam bardzo szczęśliwa. Wiedziałam ak, że nie chcę zostać tu na stałe. Nie chciałam przeżyć życia na obczyźnie. Postanowiłam skończyć studia. Powiedziałam sobie, że nic mnie już nie złamie, że z każdej przygniatającej sytuacji wyjdę z podniesioną głową! I tak jest do dziś.

Agnieszka robi tak, jak postanawia. Wie czego chce. Wertuje oferty warszawskich uczelni. Znajduje to, czego szuka. 2 tygodnie wykładów i zaraz potem egzaminy. Miesiąc przerwy i znów 2-tygodniowy zjazd. Tym sposobem zdobywa dyplom z rachunkowości. Uzupełniające studia magisterskie kończy już w Rzeszowie – zarządzanie w marketingu. Tuż przed obroną pracy magisterskiej dostaje zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną w prężnie rozwijającej się firmie niedaleko domu jej rodziców w małej miejscowości na Południu Polski. Potrzebują osoby z niemieckim do obsługi rynku niemieckiego. Zostaje przyjęta. Co roku awansuje. Jest to praca stresująca, pochłaniająca mnóstwo czasu, ale rozwijająca. Wiedzie jej się coraz lepiej. Po kilku latach zmienia pracę, bardzo szybko zostaje dyrektorem ds. transportu i zachwyca wynikami. Jej kobieca intuicja połączona z wiedzą i doświadczeniem, czyli twardo-miękka mieszanka sprawiają, że jest uwielbiana przez pracowników, a jednocześnie skuteczna w działaniu.

– Sprawy sercowe? Są w jak najlepszym porządku – śmieje się. – Po kilku nieudanych, a wręcz fatalnych związkach, zdarzył się cud. Mam wspaniałego mężczyznę. Artystę. Z nim nie można się nudzić. Uwielbiam spędzać z nim czas. Ola też go uwielbia. Całą trójką pojechaliśmy na urlop do Chorwacji. Było cudownie. On ma tyle niespożytej energii. Ciągle chce coś robić, gdzieś pojechać, coś zobaczyć, zwiedzić, namalować, wyrzeźbić. Ma talent i wyobraźnię. Jest jedynym mężczyzną, którego moja córka akceptuje, i o którego nie jest zazdrosna. Przy poprzednich bała się, że mnie straci. Demonstrowała to krzykiem i fochami. Teraz między mną a Olą jest wspaniale. Czasem mam wrażenie, że jesteśmy bardziej jak siostry niż jak matka z córką. Wynika to z tego, że mieszkamy z moimi rodzicami, w wielopokoleniowym domu. A kiedy byłam w Niemczech oni opiekowali się nią jak własną córką. Moja siostra to dla niej druga mama. Cieszę się, że, mimo iż Ola wychowywała się bez ojca, jest osobą rodzinną i ciepłą. Kocha wszelkiego rodzaju przyjęcia rodzinne, od czego większość nastolatków w jej wieku stroni.

Idziemy przez chwilę w milczeniu.

– A wiesz co tam będzie? – uśmiecha się wskazując przyleśną polanę nieopodal jej rodzinnego domu – Tam będzie nasz dom, tzn mój, Oli i Ryśka. Dom będzie przestrzenny, ale przytulny, z pracownią Rysia, z dużym stołem w jadalni, żeby pomieścić całą rodzina, z ogrodem, z ławeczką i stawem. Będziemy tam szczęśliwi wszyscy troje…

– Ale się rozmarzyłam – strofuje się. Będziemy musiały kończyć, bo zaraz zawożę Olę na angielski, a potem mam aerobik. Wiesz jak jest: muszę być w formie – uśmiecha się puszczając do mnie oko.

*************************************************************

PS. Agnieszka spełniła swoje marzenie o domu – wkrótce wprowadzają się do niego, we troje.