Kilka dni temu dostałam list, który bardzo mnie wzruszył.
Agata opisała w nim swoją historię poszukiwania siebie i odzyskiwania kobiecej siły.
Za zgodą autorki dzielę się tą trudną i jednocześnie bardzo budującą opowieścią.
*********
Jaką kobietą jestem?
Jestem kobietą. Odważną, wrażliwą, ciekawą. Żyję z pasją.
Moja natura to natura eksperymentatorki, pionierki, odkrywczyni.
Jako dziewczynka marzyłam o tym i modliłam się żarliwie, by zostać Czarodziejką.
Dobrą Wróżką. Albo szpiegiem. Agentką do zadań specjalnych.
Moją idolką była, oczywiście! – Pippi Langstrumpf.
Jako dorastająca Dziewczynka chciałam być Pisarką, zaczęłam nawet pisać Książkę o Miłości.
Oczywiście nikt poważnie nie traktował moich marzeń i odeszły one w zapomnienie, jako mrzonki dziwnej dziewczynki, zatopionej w marzeniach. Całkowicie niezrozumiałej w świecie, w którym dorastałam.
W miejscu i czasie, gdzie się urodziłam i przeżyłam swoje dzieciństwo i dorastanie, większość mężczyzn piła. Znaczy się – normalne.
Kobiety były milczące i często smutne. Z dzisiejszej perspektywy wyraźnie widzę tam i słyszę echa wojny. Niektórzy mówili po niemiecku, inni z miękkim wschodnim akcentem – jak moi Rodzice.
I to też było normalne. Na podwórku wszyscy byliśmy po prostu dziećmi. Z ust Mamy nigdy nie słyszałam złego słowa na kogokolwiek.
O Ojcu myślę teraz, że wszędzie widział wojnę. Przeżył cale swoje Życie z przerażeniem w oczach. Ostatnie słowa, jakie słyszałam od Niego przed Śmiercią, brzmiały – trzeba żyć w zgodzie. Powtórzył to kilka razy. Teraz sobie myślę, że doznał oświecenia. Jest mi z tym lekko. Poprzez Umieranie moich Rodziców zrozumiałam, że każdy z nas dociera do oświecenia na swój własny sposób – dla jednych może nim być nirwana, a dla innych zrozumienie, że można żyć w pokoju.
O Mamie napiszę oddzielną Historię. Była Tęczową Kobietą. Niezwykłą w swej zwyczajności.
Jaką kobietą byłam?
Właściwie nie skończyłam tak naprawdę żadnej szkoły, oprócz podstawowej.
Z domu uciekłam w wieku 15 lat, gnana nienawiścią do ojca.
Szkołę średnią przewagarowałam z ocenami nagannymi za zachowanie.
Później szybko wyszłam za mąż, urodziłam dwie córki i jeszcze szybciej zostałam z nimi sama.
I w większej części moje życie polegało na radzeniu sobie, w oparciu o prowizorkę i improwizację. Codzienna walka o przetrwanie, na skraju nędzy.
Przeplatana trudnymi związkami z mężczyznami. I przeplatającymi się nałogami, które pozwalały na chwilę zapomnieć.
Pierwszy urlop.
W październiku 2011 r. wzięłam pierwszy od lat, dwutygodniowy urlop, wynajęłam domek na obrzeżu Bieszczad z dala od ludzi i pojechałam szukać w sobie odpowiedzi na pytanie, które od dłuższego czasu kołatało się we mnie, nie dając spokoju.
Czy tak właśnie chcę żyć?
Czy tak właśnie chcę przeżyć pozostałą część mojego życia?
Tak dotkliwie przejmującą stawała się świadomość czegoś nieuniknionego – świadomość, że większą część mojego życia mam już zdecydowanie za sobą, świadomość coraz wyraźniej i odważniej artykułującą pytanie:
CZY NAPRAWDĘ CHCĘ JĄ PRZEŻYĆ WŁAŚNIE TAK, JAK DO TEJ PORY?
Moja Mama odeszła rok wcześniej, ucząc mnie dotkliwie i boleśnie swoim umieraniem. Ostatnie słowa, jakie przy mnie wyszeptała, choć nawet nie wiem, czy wiedziała, że jestem obok, brzmiały
„Trzeba dobrze żyć…”
Pojechałam. Mały drewniany domek, koniec października, dwa stawy, drzewa, łąki, krowy, ptaki, jastrzębie i…szczury…
Wyłączyłam telefon.
Najtrudniejsze były wieczory i noce, kiedy wokół robiło się absolutnie ciemno – oswajałam dźwięki, lęki, myśli i obrazy przewijające się przed oczami mojej duszy…
Płakałam, szarpana wątpliwościami, rozterkami, lękami… wyłam, obezwładniona bezradnością, bezsilnością, rozpaczą…
Wołałam
Mamo! Mamo!!! Co to znaczy dobrze żyć…?!
…i jednocześnie rozkoszowałam się ciszą, spokojem, swoją własną obecnością, swobodą, naturą… byciem, tak po prostu…

Wychodziłam z chatki o świcie i całą piersią śpiewałam święte pieśni i ludowe piosenki, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że mój głos niesie się w promieniu wielu kilometrów…
Jeździłam na wycieczki, zabierając autostopowiczów, głównie tubylców, którzy na krótkich odcinkach trasy powierzali mi swoje zwyczajne, a jakże niezwykłe, historie.
Odwiedzałam wszystkie bieszczadzkie drewniane, puste Cerkiewki i śpiewałam w nich pełnym głosem – Bohorodyce Diewo, radujsia, blahodatnaja Maryje…
I żarliwie modliłam się o natchnienie, inspirację, prowadzenie, umiejętność dokonania właściwych wyborów, służących nie tylko mnie, ale Życiu w ogóle…
Po dwóch tygodniach, kiedy musiałam wracać, bo nie miałam odwagi przedłużyć urlopu i podjąć jakiejkolwiek decyzji, kiedy wsiadłam do samochodu (służbowego), żeby zrobić zakupy przed podróżą powrotną, okazało się, że samochód nie działa. Tak po prostu – przekręcałam kluczyk a on nie wydawał z siebie nawet jednego dźwięku. Był absolutnie… martwy. Zabrali mój samochód a ja zostałam na kolejny tydzień… Całych 21 magicznych dni sama z sobą!
Przełom.
I znów jeździłam na wycieczki po okolicy. Tym razem to ja zatrzymywałam samochody i opowiadałam swoją historię…
Kiedy odbierałam samochód z serwisu nikt nie potrafił mi powiedzieć, co właściwie mu się stało…
Podjęłam decyzję.
Wróciłam do domu.
Zostawiłam pracę.
Z mieszkania wyrzuciłam albo oddałam większość rzeczy, w otoczeniu których żyłam ponad dwadzieścia lat. Zostawiłam trochę ubrań, książek, ukochaną biżuterię, kupowane na jarmarku baśniowe obrazy malowane na jedwabiu przez moją ukochaną rosyjską malarkę i rzeczy z pokoju mojej młodszej córki, bo czułam, że ona potrzebuje jeszcze łączności z przeszłością. Wyremontowałam całe mieszkanie, wyskrobując z jego kątów i zakamarków całą moją przeszłość. I zamieszkałam w pustej przestrzeni, nie bardzo wiedząc, co mam dalej zrobić z sobą i swoim życiem.
Wiedziałam i czułam tylko jedno – nie mogę i nie chcę dłużej tak żyć, jak żyłam.
Do tej pory całe moje życie głównie polegało na walce o przetrwanie. Bez zawodu, wykształcenia, pieniędzy, z dala od bliskich. Radziłam sobie, tak zwyczajnie i po prostu, jak wiele kobiet w Polsce i na świecie. Klepałyśmy biedę i tyle. Podejmowałam się różnych prac i zajęć, żeby przetrwać.
Banalna historia, jakich wiele wokół…
Ostatnie sześć lat przepracowałam w banku – trafiłam na boom gospodarczy. Nie miałam żadnego doświadczenia w branży, ale nie miało to większego znaczenia.
Udało mi się zarobić w tym okresie trochę pieniędzy i po raz pierwszy w życiu zgromadzić oszczędności. Umożliwiło to moim córkom podjęcie studiów zgodnych z ich pasjami. A mnie pozwoliło odczuć moc pieniądza poprzez jego doświadczanie oraz obserwacje, co potrafi zrobić ze mną i z ludźmi dookoła mnie.
Zostawiłam więc ten bank.
Gorzki smak wolności.
I leżałam na podłodze mojego wyremontowanego, pustego mieszkania kompletnie nie wiedząc, co dalej…
Nastąpił okres totalnej, obezwładniającej szarpaniny – nie umiałam kompletnie poradzić sobie z wolnością, którą sobie podarowałam.
Nie umiałam odpuścić, odetchnąć, pozwolić sobie na wytchnienie po wieloletniej orce…
Wsiadłam na huśtawkę miotającą mnie od nadziei, radości, wiary… do rozpaczy, niepewności, bezradności i zwątpienia…
Moje puste mieszkanie, jasna przestrzeń, którą oczyściłam i stworzyłam na nowo, wypełniona nielicznymi przedmiotami wykonanymi z pasją i miłością, pomagała mi w tym okresie, chroniąc mnie w jakiś sposób i lecząc…
W końcu zdecydowałam.
Od lat jeździłam na jarmarki folklorystyczne w moim rodzinnym miasteczku, rozkochana w folklorze i rękodziele. Rozmiłowana w sztuce prostych ludzi.
Właściwie już będąc w Bieszczadach postanowiłam, że wyruszę w Podróż dookoła Polski, w poszukiwaniu Kobiet, które tworzą, szukając u nich inspiracji a także kontaktów – zdecydowałam, że zajmę się wyszukiwaniem i sprzedażą pięknego, niepowtarzalnego rękodzieła. Znalazłam znacznie więcej.
Odnalazłam to, czego szukałam.
Od trzech i pół roku idę wytrwale swoją Drogą.
Potykam się, upadam, mam wrażenie, że robię w większości same błędy, rezygnuję, podnoszę się i idę dalej.
Uff…
Masa Przygód, zakrętów, błędów, odkryć i bitew… I nieposkromionej Radości.
W ciągu tych trzech lat odbyłam trzy podróże dookoła Polski, byłam w Czechach i w Litwie.
Wszędzie poszukiwałam Kobiet, które tworzą i uczą się żyć po swojemu.
8 Marca wypuściłam w końcu w Świat moje narodzone w tym czasie Dziecko – internetową Galerię Kobieco Mi.
Zaczęłam pisać.
Uważnie i świadomie przyglądam się Życiu.
Nigdy nie czułam się tak Piękna.
W swoją Działalność wkładam całe moje Serce – chcę, by była Wyjątkowa.
Mam masę Pomysłów – otwarcie się na Kreatywność jest czymś niesamowitym.
Jeśli tylko znajdziesz czas i ochotę – zapraszam Cię serdecznie do swojej Przestrzeni:
Może znajdziesz w niej coś inspirującego dla Siebie albo Przyjaciółki.





