Pozytywne wibracje.
Lubię być zaskakiwana. Mile. Lubię, kiedy coś oczywistego jest okraszone niespodzianką. Jak np czekoladowe ciasto brownie ze szczyptą chili. Oczywiście takie miksy są ryzykowne. Lecz ryzyko też lubię. Umiarkowane. 😉 Mój eklektyczny gust dotyka też muzyki. Słucham bardzo różnych gatunków, mój słuch wyostrza się na nietypowe dźwięki, przyciągają mnie duety, takie jak duńskiego Czesława z Gabą Kulką. Muzykę odbieram całą sobą. Często zdarza mi się uderzać palcami w czasie słuchania, stukać nóżką, czy wręcz kręcić biodrami. Dzieje się tak dlatego, że w 60-70% składamy się z wody i jeśli pozwolimy na swobodny przepływ dźwięków, to ciało nam dosłownie popłynie, poczujemy przyjemne wibracje. Niestety nasze ograniczenia myślowe (wstyd, nieśmiałość, obawa przed śmiesznością) powodują, że się usztywniamy tłumacząc, że nie umiemy tańczyć. A tak naprawdę potrafi to każdy, tak, jak każdy potrafi wziąć wdech i wydech.
Muzyka, taniec i śpiew.
W naszej kulturze mamy problem z ruchem, kobiety coraz mniej kręcą biodrami, boimy się śpiewać blokując przez to przepływ energii. Na własne życzenia zubażamy się i pozbawiamy prostej metody na doładowanie energetyczne, na uwolnienie emocji, na relaks i porcję życiodajnego koktajlu brzmieniowego. Zapytaj samą siebie – kiedy ostatnio śpiewałaś, tańczyłaś, albo słuchałaś muzyki? Czy był to swobodny przepływ energii, czy zmuszałaś się do tego? Jak się z tym czułaś?
Korzyści ze śpiewania, tańczenia i słuchania muzyki jest cała tyle, co ślimaków po deszczu:
- dają poczucie wolności i szczęścia,
- relaksują,
- poprawiają samopoczucie,
- wzmagają koncentrację,
- pomagają w nauce,
- uwrażliwiają,
- uspokajają za kierownicą,
- wzmacniają głos,
- spalają kalorie,
- cementują relacje, itp, itd.
Moja eklektyczna play lista.
Podzielę się dziś z Tobą moją sekretną play listą. Składa się z 15 utworów, znajdziesz na niej:
- duńskiego Czesława, który śpiewa z Gabą Kulką grającą na ukulele,
- białoruskie pieśni śpiewane a capella przez polskie dziewczyny (mam ciary, gdy tego słucham),
- czeskiego barda Nohavicę i lirycznego Maoka, też z Czech,
- młody polski duet the Dumpilngs oraz poruszający Kortez – słuchałam ich na żywo na Męskim Graniu w Chorzowie,
- Paola Nuttiniego, o którym mówi się, że głosem doprowadza do orgazmu (nie znam tego z autopsji :P)
- moją wieloletnią miłość, czyli Stinga,
- szaloną Janis Joplin, która kojarzy mi się z szalonymi licealnymi latami,
- Amy Winehouse, której straty nie mogę odżałować (to przykład kobiety, która nie potrafiła zadbać o swoją wewnętrzną siłę, dlatego rzeczywistość ją przerosła),
- Brodkę, dziewczynę z moich rodzinnych stron, którą podziwiam za wytrwałość w poszukiwaniu siebie i swego stylu, wytrzymała kilkuletnią presję mediów i otoczenia, którzy naciskali na nią, by wreszcie wydała płytę,
- moje fascynacje Ayo oraz Norę Jones,
- włoską Chiarę i jej zmysłowy utwór Mille Passi (baaaardzo sensualny),
- szalony bułgarski zespół grający bałkańskie taneczne rytmy.
W lewym górnym rogu rozwiń kwadracik, posłuchaj, zatańcz, zaśpiewaj i podziel się wrażeniami. A potem wrzuć w komentarzu Twoje muzyczne inspiracje.
Który utwór Ci się spodobał?
Mogłabyś żyć bez muzyki?





