freeimages.comphoto914906

źródło zdjęcia

DOBRODZIEJSTWO MOŻLIWOŚCI?

Dzisiejsze czasy zapewniają nam możliwość wyjazdów, przemieszczania się, szeroko pojętej migracji za pracą, za komfortem życia, czy z innych jeszcze powodów. Bywa, że jest to ucieczka, bywa że jest to przygoda. I osiadamy w pewnym momencie gdzieś. I możemy żyć w stanie błogiego zawieszenia, jak statki na niebie. Możemy też poczuć, że chcemy wreszcie zapuścić korzenie, jak drzewa, które bez korzeni runą ciężko na ziemię.

Zawiązujemy przyjaźnie, znajomości, wchodzimy w relacje, wiążemy się z kimś, bywa że rodzimy dzieci. I wszystko wydaje się w porządku. Kiedy nagle jakieś potknięcie, choroba, przemęczenie, spadek nastroju dotykają pewnej delikatnej struny. I ten dźwięk coś w nas rozbudza, coś jakby nostalgię, niespełnione marzenie, czy potrzebę. Rozglądamy się wokół i nagle widzimy, że otacza nas bezkres oceanu, a wyspa jest tylko pozornie zamieszkała. Garstka współmieszkańców rozeszła się wśród swoich spraw. Nie ma z kim pogadać od serca, jest pustka i chłód. Jest ci smutno i tęsknisz, nawet nie bardzo wiesz za czym (bo przecież WSZYSTKO masz! – w opinii innych.)

TY TEŻ TO CZUJESZ?

Mnie zdarzyło się to kilka razy w życiu. I teraz wiem, jak żywa może być potrzeba wspólnoty. Wiesz, kiedy tak mocno odczułam potrzebę wspólnoty?

  • Kiedy byłam na kilkumiesięcznej delegacji we Włoszech. Pomimo, że znam język i kocham Włochy i pomimo, że wokół mnie były całe tabuny fantastycznych kobiet, to jednak czułam, że nie jestem z nimi we wspólnocie. One nie znały smaku pajdy polskiego chleba z masłem, nigdy nie siorbały rosołu z wiejskiej kury uważając, by nie poparzyć języka, nie śmiały się na Bolku i Lolku, nie wiedziały, kim jest „Czterdziestolatek”.

  • Po przeprowadzce do innego miasta, w którym znałam tylko garstkę osób, nie miałam stałej pracy, nie mogłam powałęsać się po dobrze znanych miejscach pełnych słodkich i gorzkich wspomnień, czułam się jak ścięte do wazonu kwiaty, które choć podlewane i tak zwiędną.

  • Po urodzeniu pierwszego dziecka (wyczekiwanego!), kiedy godzinami byłam sama z nim w domu, na zewnątrz szaro i ponuro, nikt nie ma czasu pogadać przez tel, wpaść na kawę w porze drzemki syna, czy pospacerować z wózkiem w środku dnia. O, nawet Facebooka wtedy nie miałam! 😉 Czułam wtedy mega silną potrzebę wspólnoty z innymi kobietami: pogaduchy, wspólne gotowanie, pieczenie, spacer, wysłuchanie, wygadanie się.

 

JAK TO BYŁO DAWNIEJ, A JAK JEST TERAZ?

Przypomiałam sobie o tej potrzebie, po rozmowie z Dorotą Raczyńską, którą można przeczytać na stronie. Dorota powiedziała, że kilka lat temu wróciło do niej wspomnienie z dzieciństwa. Zobaczyła obrazy: kobiety siedzą w kręgu i zajmują się darciem pierza, inne wyplatają wieńce, śpiewają.

Dodatkowo kilka dni temu rozmawiałam z Ukrainką mieszkającą od kilku lat w Polsce. Ona potrzebę wspólnoty mocno odczuwa, szczególnie teraz, kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia.

Miałam też fantastyczną rozmowę z Białorusinką Heleną, wieloletnią mieszkanką Polski, z niebywałym talentem do języków (tu jest jej strona KLIK), która opowiedziała mi o potrzebie zapuszczenia korzeni. Bez nich, człowiek czuje niemoc i tęsknotę za rodziną, która jest daleko.

JAK ZASPOKOIĆ POTRZEBĘ BABSKIEGO WSPÓŁ-BYCIA?

Potrzeba wspólnoty wg mnie można zaspokoić dwutorowo:

  • z siostrą, sąsiadką, przyjaciółką, z którą jesteś w bliskiej relacji, i z którą masz stały kontakt;

  • albo z dalszym otoczeniem, z kobietami, które widujesz sporadycznie, wiesz, że mają podobne spojrzenie na świat, wyrosły w podobnym klimacie mentalnym, bądź czujesz, że jest między Wami pozytywna energia, porozumienie dusz, czytanie w myślach.

    Bycie w takiej wspólnocie daje poczucie spokoju, przynależności, harmonii i integracji.

Dlaczego?

Ponieważ jest w wielu z nas instynkt życia w stadzie, tak jak wilczyce, potrzebują innych wilczyc, tak i my potrzebujemy innych kobiet.

WEŹ SPRAWY W SWOJE RĘCE.

Najlepiej znajdź taką grupę w swoim otoczeniu (np w Tarnowie czymś takim jest Siła Pasji – właśnie ruszyły zapisy do piątej edycji KLIK), lub stwórz ją ze znajomymi kobietami, jak zrobiła to Dorota Raczyńska.

Ewentualnie poszukaj takiej grupy w sieci, na Facebooku jest ich sporo. Możesz też grupę czy fanpejdż założyć sama, jak zrobiła to np Sylwia Karpińska – pomysłodawczyni i adminka fanpejdża Kobiety z Tarnowa.

Dawniej kobiety spotykały się w ramach Kół Gospodyń Wiejskich (haftowały, szydełkowały, robiły na drutach), teraz coraz więcej jest Kół Gospodyń Miejskich. Sama wybieram się na spotkanie z taką grupą fantastycznych babek, będziemy robić kartki świąteczne – już nie mogę się doczekać!

Nie mów – ja nie znam nikogo, u mnie w mieście/we wsi nic się nie dzieje. Zacznij działać – na początek: zacznij szukać! A jeśli nie znajdziesz, spróbuj sama stworzyć taką wspólnotę. Być może to będzie początek nowych przyjaźni, a nawet nowego etapu w Twoim życiu. Zaspokajając potrzebę wspólnoty, uspokajasz siebie, masz poczucie pełni i mocy, łatwiej jest Ci otworzyć się na nowe możliwości.

I na koniec pozwolę sobie na apel:

Kobiety – łączmy się we wspólnoty, stada, koła, kolektywy, czy co tam chcecie.

Współ-bądźmy! Razem i solidarnie! 🙂

 

DODAJ COŚ OD SIEBIE

A Ty odczuwasz potrzebę wspólnoty? A może jesteś już w takiej wspólnocie?

Napisz do mnie gabriela@kobiecasila.stronazen.pl

Skomentuj pod artykułem. Jestem bardzo ciekawa, co o tym myślisz.